Zaznacz stronę
Nieborów – nie tylko dla pisarzy i artystów

Nieborów – nie tylko dla pisarzy i artystów

Jeżeli jedziecie autostradą A2 z Łodzi do Warszawy i chcecie sobie zrobić postój w miłych okolicznościach przyrody, zjedźcie na zjeździe Skierniewice i wybierzcie kierunek Nieborów. W tej małej, ale znanej nie tylko w Polsce, miejscowości, możemy podziwiać wzniesiony w 1696 roku wspaniały Pałac Radziwiłłów wraz z przyległym ogrodem, a w położonej nieopodal Arkadii, Ogród Romantyczny Heleny Radziwiłłowej (ale o tym innym razem;))

Na wycieczkę do jednej z najlepiej zachowanych rezydencji magnackich, warto się wybrać w ciepły, słoneczny dzień. Wtedy spacer po rozległych ogrodach będzie sprawiał i małym i dużym ogromną przyjemność. A ogrody warto zobaczyć!!! Są tu i wypieszczone ogrody w stylu francuskim, ze starannie przystrzyżonymi bukszpanami i kwietnymi labiryntami, a o krok dalej, nad malowniczym stawem, rozciąga się bujny i z pozoru nieokiełznany gąszcz dla zwolenników angielskich założeń parkowych.

 

W bogatych pałacowych wnętrzach, które zachowały częściowo oryginalny wystrój, możecie zobaczyć przepiękną klatkę schodową wyłożoną płytkami majoliki ze słynnej nieborowskiej manufaktury założonej pod koniec XIX w. przez Michała Piotra Radziwiłła, stylowe meble, cenne obrazy, orientalne dywany, cenne wyroby zastawy stołowej z najsłynniejszych europejskich wytwórni porcelany, a także ceramikę polską, w tym oczywiście majoliki nieborowskie.

Z nieborowskich ciekawostek:
Od 1945 r. Pałac w Nieborowie jest oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie.
Również w tym roku, na terenie Pałacu, został powołany Ośrodek Pracy Twórczej, umieszczony w użytkowych do dziś pokojach na II piętrze i w Pawilonie Myśliwskim. W Nieborowie tworzyli m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Zofia Nałkowska i Sławomir Mrożek.
Obecnie Muzeum w Nieborowie i Arkadii dysponuje 8 pokojami w Pałacu, 9 pokojami w Oficynie, 2 pokojami w Manufakturze i apartamentem w Mieszkaniu Rządcy.
Odbywają się tu międzynarodowe konferencje, sympozja naukowe, koncerty i szkolenia.

Ceny biletów wstępu dla tych, którzy chcą obejrzeć wnętrza Pałacu, Ogrody przypałacowe i Manufakturę Majoliki:
22 zł – normalny
13 zł – ulgowy
50 zł – bilet rodzinny (dwie osoby dorosłe, dzieci do lat 18, maksymalnie 6 osób)
1 zł – dzieci 7-16 lat
Jeżeli nie chcecie oglądać pałacowych wnętrz to możecie kupić bilety wejściowe jedynie do Ogrodów i Manufaktury Majoliki:
12 zł – normalny
8 zł – ulgowy
1 zł – dzieci 7-16 lat
I ważna informacja dla właścicieli czworonogów, które w parku nieborowskim są mile widziane:
8 zł – opłata za psa (w ramach biletu szufelka i torebka na nieczystości)

Kozłówka – coś dla fanów zamkowych przygód (i przy okazji spacer po Kazimierzu Dolnym)

Kozłówka – coś dla fanów zamkowych przygód (i przy okazji spacer po Kazimierzu Dolnym)

Zbliża się weekend, Wy nie chcecie spędzać go w domu, ale nie wiecie gdzie jechać i co ciekawego moglibyście zobaczyć???

Podpowiedź!

Jedźcie zobaczyć należący przed wojną do rodziny Zamoyskich, Pałac w Kozłówce. W jego wnętrzach zachował się autentyczny wystrój z przełomu XIX i XX wieku. Dzięki temu może uda się Wam chociaż na parę godzin poczuć się jak na wizycie u XI ordynata na Zamościu.

Jeżeli zdecydujecie się na wizytę w kozłowieckim pałacu, to radzę kupić karnet (cena 35 zł normalny i 16 zł ulgowy). Dzięki temu będziecie zwiedzali pałac z przewodnikiem (22 zł bilet jednorazowy normalny i 11 zł bilet jednorazowy ulgowy), będziecie mogli wejść również do Galerii Sztuki Socrealizmu (7 zł bilet normalny i 3 zł bilet ulgowy), Powozowni (5 zł bilet normalny i 2 zł bilet ulgowy) oraz zobaczyć wystawę czasową (5 zł bilet normalny i 2 zł bilet ulgowy). My trafiliśmy akurat na wystawę polskiego malarstwa i fotografii pn. „Pejzaż z Wisłą w tle”.

Dodam jeszcze, że w Kozłówce honorują Kartę Dużej Rodziny i karnet dla każdego członka takiej familii kosztuje 10 zł.

Zwiedzanie pałacu zajęło nam około godziny, do tego trzeba doliczyć jeszcze ok. półtorej godziny na pozostałe wystawy i ekspozycje, oraz krótki spacer po parku. Potem jeszcze obowiązkowa kawa i ciacho. W Kozłówce byliśmy więc około 3 godzin.

Po wizycie w Kozłówce koniecznie musicie udać się na spacer do Kazimierza Dolnego. Kamieniczki, charakterystyczna studnia w centrum kazimierskiego Rynku, Kościół farny, wzgórze z trzema nawiązującymi do Golgoty krzyżami z 1708 roku, upamiętniającymi ofiary zarazy morowej i ruiny zamku. Atrakcji Kazimierza Dolnego chyba nikomu nie muszę zachwalać.

Przepiękne, malownicze położenie nad brzegiem Wisły, atmosfera przesiąknięta sztuką, wszędobylskie galerie i kramy z obrazami, rzeźbami i rękodzielnictwem…. Tutaj nikt się nie spieszy. Warto więc usiąść w jednej z kazimierskich kawiarenek i powdychać trochę tę atmosferę spokojnego miasta przesiąkniętego sztuką. Osobiście polecam Wam herbaciarnię Galeria „U Dziwisza” (ul. Krakowska 6). Oprócz pysznej zielonej herbaty (wszyscy wiedzą, że jestem koneserką takowej), panuje tu atmosfera prawdziwie twórczego Kazimierza!

Na wodach Czarnej Hańczy

Na wodach Czarnej Hańczy

Tym razem coś dla miłośników wodnego żywiołu. Jakiś czas temu zadzwonił do mnie mój serdeczny przyjaciel i zapytał czy nie miałabym ochoty na weekendowy wypad na Suwalszczyznę i spływ kajakowy po Czarnej Hańczy.

A że mnie na wyjazdy wszelakie długo nie trzeba namawiać, sprawdziłam swój kalendarz i w piątek, 18 sierpnia ruszyłam na wodną wyprawę.

Jakież było moje zdziwienie gdy po przyjeździe na miejsce zbiórki okazało się, że w spływie bierze udział aż 26 osób (w tym 10 dzieciaków w wieku od 5 do 15 lat). Wszyscy bowiem mieli właśnie wolny weekend i postanowili skorzystać z ostatnich letnich, słonecznych dni (niestety to nie do końca okazało się zgodne z prawdą, ale o tym później).

Aaaaaa … zapomniałam dodać, że do wspólnego kajakowania zaprosiłam moją niezawodną Justynkę. Trochę się opierała twierdząc, że nie da rady, ze spływy kajakowe są nie dla niej i na pewno pochłoną nas wzburzone rzeczne odmęty. Ale moja siła perswazji i zdecydowanie w głosie spowodowały, że Justynka nie miała wyjścia – musiała przystać na propozycję kolejnego szalonego, wspólnego weekendu. Do Maćkowej Rudy (malutka miejscowość koło Augustowa) dotarłyśmy w piątek o 23.00 i trafiłyśmy prosto na ognisko i naszych, już wesołych, współtowarzyszy (nocleg: www.wyspa59.pl).

W sobotę rano mieliśmy zaplanowane śniadanie na trawie u Hobbita (www.hobbit.suwalki.com.pl), potem szybkie pakowanie kajaków na przyczepki, my do samochodów i witaj przygodo! Spływ zaczęliśmy na jeziorze Wigry, niedaleko zabudowań byłego klasztoru kamedułów.

Pierwszego dnia pokonaliśmy 12 km (my z Justyną przepłynęłyśmy zapewne 20 km, a to dlatego, że wytyczałyśmy wśród trzcin nowe trasy). Pogoda była fantastyczna, piękne słońce, ciepła woda, wokół wodne ptactwo…. Czegóż chcieć więcej!!!! Zapomniałam jeszcze dodać, że prawie przy każdym podeście siedziały miejscowe gospodynie, które za niewielkie pieniądze sprzedawały pyszne jagodzianki, szarlotki i własnej roboty nalewki… raj!!!! Wieczorem dla chętnych jeszcze sauna na zmianę z kąpielami w wodach Czarnej Hańczy.

W niedzielę obudził nas deszcz, i tak już zostało…. Dla malkontentów dodam tylko, że było ciepło i przez pierwsze dwie godziny pływanie w drobnej mżawce miało swój urok …. A później liczyłam już tylko na to, że za kolejnym rzecznym zakrętem pojawi się wyczekiwana stanica.

Ale jak smakuje obiad, gdy przemoczony całodniowym deszczem człowiek, weźmie ciepłą kąpiel, przebierze się w suche i ciepłe ubranie…. wrażenia niezapomniane!!!! Naprawdę polecam

Poniedziałek powitał nas znowu wspaniałym słońcem. Przepłynęliśmy kolejnych 10 km, dotarliśmy do Dworczyska. Po pysznym obiedzie, kierowcy zostali przetransportowani do Maćkowej Rudy po samochody, i niestety trzeba było wracać do miejskiej rzeczywistości

Ale powtórka już za rok

Weekendowe kajakowanie wcale nie jest drogie

Jeżeli zachęciłam Was do wyruszenia na kajakowy szlak Czarną Hańczą i będziecie chcieli rzucić się w letni wir wodnej przygody spodziewane szacunkowe koszty (lato 2017 r.) za osobę to:

  1. nocleg na szlaku/doba – 35 zł
  2. kajaki 2-osobowe/doba – 13 zł
  3. kajaki 3-osobowe/doba  – 12 zł
  4. śniadanie/szt. – 25 zł
  5. obiadokolacja/szt. – 35 zł
  6. sauna – 5 zł
  7. transport kajaków i uczestników (początek spływu) – 10 zł
  8. transport bagaży – 5 zł
  9. odbiór kajaków (+kierowców) z Dworczyska do Maćkowej Rudy – 10 zł

I bardzo ważne!!!!

Pamiętajcie żeby wziąć ze sobą zapas gotówki, bo – jak zauważył jeden z uczestników naszego spływu – w Puszczy Augustowskiej zdecydowanie łatwiej znaleźć kwiat paproci niż bankomat.

Karpacz na weekendowy wypad

Karpacz na weekendowy wypad

W tym roku w Karpaczu byłam już po raz drugi …. i moja miłość od pierwszego wejrzenia trwa nadal. Tym razem eksplorować Karpacz wyruszyłam z Justyną i Robertem. Zdecydowaliśmy się na szybki, czterodniowy wypad (piątek przyjazd, poniedziałek wyjazd).

Dla mnie Karpacz to miasteczko „z klimatem”, do którego nie dotarł jeszcze zakopiański tłum. Urokliwe miasteczko, knajpki z miłą obsługą, deptak i oczywiście piękne góry dla niewymagających, w tle.

 

 

W niedzielę pomknęliśmy do Szklarskiej Poręby zdobywać Szrenicę! Po drodze oczywiście obowiązkowa wizyta przy wodospadzie Kamieńczyk, potem prosto w górę i Szrenica wita!!! Ze swoją ciszą, która pozwala podziwiać naprawdę nieziemskie widoki. Można siedzieć, pić herbatkę (dla wybredniejszych niech będzie schłodzone piwko) i patrzeć, patrzeć, patrzeć….. Ze Szrenicy schodziliśmy szlakiem zielonym (uwielbiam ten szlak z wybudowanymi wcale nie tak dawno drewnianymi pomostami) do Schroniska Pod Łabskim Szczytem a potem już tylko w dół … i cały dzień minął nam na podziwianiu widoków, rozmowach i grze w „Czarne Historie” – polecam!!!

W poniedziałek szybkie pakowanie i powrót. Ale żeby nie było zbyt łatwo i szybko, postanowiliśmy jeszcze zobaczyć na własne oczy jak dziś wygląda Zamek Książ. Robert i ja nie byliśmy tu nigdy, natomiast Justynka była w Książu jeszcze ze swoimi rodzicami w głębokich latach 80-tych. I dla niej to był taki swoisty powrót do przeszłości, który wcale nie zawiódł!!! Na nas, zwykłych podróżnikach, Książ zrobił ogromne wrażenie. Zamek zwiedziliśmy z przesympatyczną panią przewodnik, która jak z kapelusza wyciągała ciekawostki z życia zamku i potrafiła nie zanudzić grupy na śmierć;), potem jeszcze pyszny obiadek w Restauracji przy Oślej Bramie i już.

A góry są piękne.

My, w sobotę „zaliczyliśmy” Śnieżkę. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy wchodzić na szczyt na pieszo, a postoimy w długaśnej kolejce (staliśmy godzinkę), wjedziemy na Kopę krzesełkiem (niepowtarzalna okazja do wjechania po raz ostatni zabytkową, jednoosobową, krzesełkową koleją, która pamięta lata 50-te. Z tego co widzieliśmy z góry, to rozpoczęła się budowa zupełnie nowego wyciągu i za rok na Kopę pomkniemy ultranowoczesną i ultraszybką kolejka czteroosobowa). A szkoda bo ta, która jest ma w sobie urok lat minionych – pewnie inaczej patrzą na to narciarze;).

Przed zdobyciem Śnieżki obowiązkowa jest wizyta w Domu Śląskim. Nie ma to jak herbatka (najlepiej z małym ”kopem”) pita w pełnym słońcu na ławach poustawianych przed schroniskiem. Jak mówi klasyk „aż chce się ż”;). Potem mała wspinaczka i jesteśmy na Śnieżce…. widoki…. bezcenne.

Potem przyjemna, niebieska trasa do kultowej Samotni, ze Strzechą Akademicką po drodze i długaśny powrót do Karpacza. W Samotni zatrzymaliśmy się na dłużej i zjedliśmy pyszny obiad. Ja nie mogłam sobie odmówić pierogów ruskich, te uwielbiam zawsze i niezmiennie od lat. Na każdej wyprawie muszę zjeść ruskie. Te w Samotni może nie należały do najwybitniejszych zjedzonych w moim życiu, ale świeże powietrze, góry, widoki i atmosfera schroniska zrobiły resztę …. Było pysznie!

 

Wrażenia po wyjeździe???

Polecam wszystkim tym, którzy chcą złapać chwilę oddechu od codzienności. Pakujcie walizkę, rezerwujcie pokój i jedzcie do Karpacza. Tu na nudę nie ma czasu! I warunek konieczny!!! Pojedźcie ze sprawdzonymi przyjaciółmi – przygoda i dobra zabawa gwarantowane!!!

Aaaa i jeszcze zapomniałam dodać, że w Karpaczu trafiliśmy na coroczny zjazd fanów Harleya Dawidssona… tylu motorów w jednym mieście i tylu fanów motocykli nie widziałam!!! I nie zdawałam sobie sprawy, że motor to nie tylko przyjemna jazda ale cała subkultura. Motocykle i cały osprzęt do nich, motocykliście i ich tatuaże, ubrania, akcesoria!!! To się może podobać!!! Był ryk silników, była głośna muzyka, był fun.