Zaznacz stronę
Nieborów – nie tylko dla pisarzy i artystów

Nieborów – nie tylko dla pisarzy i artystów

Jeżeli jedziecie autostradą A2 z Łodzi do Warszawy i chcecie sobie zrobić postój w miłych okolicznościach przyrody, zjedźcie na zjeździe Skierniewice i wybierzcie kierunek Nieborów. W tej małej, ale znanej nie tylko w Polsce, miejscowości, możemy podziwiać wzniesiony w 1696 roku wspaniały Pałac Radziwiłłów wraz z przyległym ogrodem, a w położonej nieopodal Arkadii, Ogród Romantyczny Heleny Radziwiłłowej (ale o tym innym razem;))

Na wycieczkę do jednej z najlepiej zachowanych rezydencji magnackich, warto się wybrać w ciepły, słoneczny dzień. Wtedy spacer po rozległych ogrodach będzie sprawiał i małym i dużym ogromną przyjemność. A ogrody warto zobaczyć!!! Są tu i wypieszczone ogrody w stylu francuskim, ze starannie przystrzyżonymi bukszpanami i kwietnymi labiryntami, a o krok dalej, nad malowniczym stawem, rozciąga się bujny i z pozoru nieokiełznany gąszcz dla zwolenników angielskich założeń parkowych.

 

W bogatych pałacowych wnętrzach, które zachowały częściowo oryginalny wystrój, możecie zobaczyć przepiękną klatkę schodową wyłożoną płytkami majoliki ze słynnej nieborowskiej manufaktury założonej pod koniec XIX w. przez Michała Piotra Radziwiłła, stylowe meble, cenne obrazy, orientalne dywany, cenne wyroby zastawy stołowej z najsłynniejszych europejskich wytwórni porcelany, a także ceramikę polską, w tym oczywiście majoliki nieborowskie.

Z nieborowskich ciekawostek:
Od 1945 r. Pałac w Nieborowie jest oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie.
Również w tym roku, na terenie Pałacu, został powołany Ośrodek Pracy Twórczej, umieszczony w użytkowych do dziś pokojach na II piętrze i w Pawilonie Myśliwskim. W Nieborowie tworzyli m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Zofia Nałkowska i Sławomir Mrożek.
Obecnie Muzeum w Nieborowie i Arkadii dysponuje 8 pokojami w Pałacu, 9 pokojami w Oficynie, 2 pokojami w Manufakturze i apartamentem w Mieszkaniu Rządcy.
Odbywają się tu międzynarodowe konferencje, sympozja naukowe, koncerty i szkolenia.

Ceny biletów wstępu dla tych, którzy chcą obejrzeć wnętrza Pałacu, Ogrody przypałacowe i Manufakturę Majoliki:
22 zł – normalny
13 zł – ulgowy
50 zł – bilet rodzinny (dwie osoby dorosłe, dzieci do lat 18, maksymalnie 6 osób)
1 zł – dzieci 7-16 lat
Jeżeli nie chcecie oglądać pałacowych wnętrz to możecie kupić bilety wejściowe jedynie do Ogrodów i Manufaktury Majoliki:
12 zł – normalny
8 zł – ulgowy
1 zł – dzieci 7-16 lat
I ważna informacja dla właścicieli czworonogów, które w parku nieborowskim są mile widziane:
8 zł – opłata za psa (w ramach biletu szufelka i torebka na nieczystości)

Trzy dni w Lizbonie

Trzy dni w Lizbonie

Trzy dni w Lizbonie

O podróży do Lizbony zaczęłam myśleć po lekturze książki Marcina Kydryńskiego „Lizbona. Muzyka moich ulic”. Autor tak sugestywnie opisywał swoje spacery po Alfamie, najstarszej dzielnicy Lizbony, że już w trakcie lektury wiedziałam, że kiedyś na pewno pojadę do stolicy Portugalii!

I jak postanowiłam, tak zrobiłam!!! Jeżeli będziecie w Lizbonie, to koniecznie (!) zakwaterujcie się w Alfamie, portowej dzielnicy zbudowanej na skalistym stoku nad brzegiem Tagu. Z jej atmosferą niepowtarzalnej muzyki fado, rozbrzmiewającej wieczorami z prawie każdej, nawet najmniejszej knajpki, na pewno nie będziecie się nudzić!

A teraz plan na weekendowe zwiedzanie Lizbony

 

Dzień pierwszy

Na pierwszy dzień pobytu w Lizbonie polecam, żebyście jeszcze przed wyjazdem skontaktowali się z jakimś przewodnikiem, który w ciągu paru godzin pokaże Wam najważniejsze zabytki i ciekawe miejsca Lizbony, powie gdzie dobrze i niedrogo zjeść i trochę oswoi z nowym miejscem. My korzystaliśmy z usług profesjonalnego w każdym calu i przy tym przesympatycznego Krzysztofa Gieraka, którego tu reklamuję zupełnie bezinteresownie!

Zwiedzanie Lizbony z przewodnikiem oczywiście przed południem, potem szybki lunch, chwila odpoczynku, a wieczorem koniecznie idźcie na spacer uliczkami Alfamy i zabłądźcie na drinka do jednej z knajpek z muzyką fado (symbolem Lizbony) na żywo. Usiądźcie, posłuchajcie i poczujcie atmosferę miasta, które, jak pisał Marcin Kydryński, stanowi preludium do Afryki.

 

Dzień drugi

Po lekkim śniadaniu w jednej z licznych, lokalnych kawiarenek, warto jechać do dzielnicy Belem. Z Alfamy dojedziecie tam autobusem nr 728 (przystanek przy Muzeum Fado, kierunek „Restelo”), wysiadacie na przystanku „Mosteiro Dos Jeronimos”. Stąd macie już dwa kroki do słynnej lizbońskiej ciastkarni „Casa Pasteis de Belem” (http://pasteisdebelem.pt/en/), gdzie możecie skosztować kultowych, słodkich ciasteczek Pasteis de Belem. W tym miejscu słynny portugalski deser pieczony jest już od 1837 roku!

Pokrzepieni słodkim przysmakiem idźcie do Klasztoru Hieronimitów (Mosteiro dos Jeronimos), potem koniecznie zróbcie zdjęcie monumentalnego pomnika Odkrywców (Padrão dos Descobrimentos) i przejdźcie nabrzeżem do Wieży Belem (Torre de Belem). W międzyczasie oczywiście udajcie się na lunch (osobiście polecam wszelakie owoce morza, których do czasu wizyty w Lizbonie wcale nie byłam koneserką… ale to się zmieniło po kilku portugalskich posiłkach).

Wieczorem, już po powrocie do Alfamy koniecznie udajcie się na przejażdżkę słynnym, żółtym tramwajem nr 28. Wycieczka malutkimi, drewnianymi wagonami tramwaju, który pnie się wąskimi uliczkami miasta jest jednym z obowiązkowych elementów wizyty w stolicy Portugalii.

Dzień trzeci

Żeby Lizbona kojarzyła się Wam nie tylko z historią, jedźcie do Parku Narodów w dzielnicy Oriente i zobaczcie współczesny wymiar Lizbonę. Z Alfamy dojedziecie tam autobusem nr 728 (przystanek przy Muzeum Fado, kierunek „Portela”) i wysiadacie na przystanku „Oceanario de Lisboa”. Stąd, zielonymi ogrodami ruszycie na zwiedzanie dawnych terenów Expo’98.

Zacznijcie od wieży Vasco da Gama, z której rozciąga się piękny widok na cały Park Narodów, rzekę Tag oraz Most Vasco da Gamy. Potem przejedźcie się kolejką linową ( tzw. Teleférico) do Oceanarium. Jeżeli jesteście w Lizbonie z dziećmi, to wizyta w Oceanarium jest absolutnie konieczna.

Następnie idźcie zobaczyć Pawilon Atlantycki (Meo Arena), który jest jednym z największych osiągnięć oraz najciekawszych prac znanego portugalskiego architekta Alvaro Siza. Następnie przejdzie do Pawilonu Portugalii (Pavilhão de Portugal), którego nietypowy kształt zaciekawi nie tylko miłośników architektury (też dzieło Alvaro Sizy). Jeszcze wizyta w nowoczesnych wnętrzach Centrum Handlowego Vasco da Gama z otaczającymi go po obu stronach potężnymi wieżowcami, których zwieńczenia imitują żaglowce i które noszą nazwy dwóch statków Vasco da Gamy: São Gabriel i São Rafael.

Na koniec warto obejrzeć największy węzeł komunikacyjny stolicy Portugalii, Dworzec Oriente (Gare do Oriente). Mieści się tutaj dworzec kolejowych obsługujący pociągi dalekobieżne i lokalne, stacja metra oraz dworzec autobusów miejskich, międzymiastowych i międzynarodowych. Dworzec Oriente zachwyca swoją architekturą, rozmiarem i misternością wykonania. Żeby zachęcić do obejrzenia tej budowli dodam tylko, że autorem projektu dworca jest  wizjoner światowej architektury, Santiago Calatrava.

Czy warto jechać do Lizbony? Absolutnie tak!!! Trzy dni to czas odpowiedni żeby Lizbonę pokochać, ale na pewno nie poznać. Zapewniam, że jeżeli raz pojedziecie do stolicy Portugalii, z całą pewnością będziecie chcieli tam wrócić, żeby odkrywać kolejne ciekawe miejsca tego miasta na krańcu Europy!!!

Jak zacząć podróżować bez biura podróży – poradnik dla początkujących globtroterów

Jak zacząć podróżować bez biura podróży – poradnik dla początkujących globtroterów

Podróże kształcą! Aż ciśnie się na usta. A podróże zorganizowane samodzielnie uczą najbardziej (poza tym dają poczucie sprawczości i podbudowują własne ego – bo potrafię, bo się nie boję, bo świat wcale nie jest straszny…). Nawet znając język angielski na poziomie Kali jeść, Kali pić dacie radę eksplorować zagraniczny świat bez biura podróży. Dla niedowiarków – niewidomi, niesłyszący i niemówiący też podróżują!!!

 

Ale od początku!

  1. Jeżeli jeszcze nigdy nie byliście poza granicami Polski na samodzielnie zorganizowanym wyjeździe, to radzę zacząć od najbliższej okolicy: może być Praga na weekend, dwa dni w Berlinie, albo zwiedzanie jarmarku bożonarodzeniowego w Dreźnie.
  2. Potem ustalcie interesujący Was termin (trzeba wziąć urlop, dopasować się czasowo do zajęć potomków albo po prostu poczekać na przypływ gotówki).
  3. Teraz środek transportu. Jeżeli jedziecie blisko, to warto oczywiście wybrać opcję samochód. Jeżeli wybieracie się dalej, to pozostaje samolot.
  4. Macie już termin i zdecydowaliście się na lot samolotem, to pozostaje tenże lot zarezerwować. Otwórzcie komputer, telefon albo inne urządzenie z dostępem do Internetu, wejdźcie na stronę danego przewoźnika albo stronę z wyszukiwaniami lotów (takich stron w necie jest cała masa i wybierzcie taką, która będzie dla Was najbardziej przyjazna). Potem znajdźcie interesujący Was lot i postępujcie zgodnie z instrukcją, nie jest szybko ale przy odrobinie koncentracji i dobrych chęci, dacie radę!!! Jak to mówią, najtrudniejszy pierwszy krok.
  5. Macie już termin, zarezerwowany lot to możecie rezerwować nocleg. Oczywiście cały czas jesteście w Internecie! Teraz wchodzicie na stronkę, na której można zarezerwować hotel (ja korzystam zwykle ze stron: booking.com, interhome.pl, i to nie jest reklama, bo pieniędzy za prezentację tych stron od ich posiadaczy nie dostałam), spokojnie znajdźcie hotel albo apartament (można zawęzić zakres poszukiwań do kwot jakie chcielibyście wydać na noclegi, wybrać opcję ze śniadaniem lub bez, tę pierwszą, jako doświadczony „zwiedzacz”, polecam), i zróbcie rezerwację. Z reguły za tego typu usługi płaci się dopiero po przybyciu na miejsce, tak więc nie bójcie się, że zapłacicie, a po przyjeździe okaże się, że wybranego przez Was hotelu, w ogóle nie ma w danym mieście.
  6. Potem weźcie w rękę przewodniki po danym mieście, albo, jak już macie przed sobą Internet, to zacznijcie surfować po necie w poszukiwaniu informacji i rad dotyczących tego co warto zobaczyć w miejscu, które chcecie odwiedzić. Tutaj dodam, że na całym świecie mieszkają nasi rodacy, a wielu z nich zajmuje się pokazywaniem (oczywiście za drobną opłatą) swoich nowych ojczyzn. Z usług takich panów przewodników korzystałam m.in. w Lizbonie i w Rzymie – polecam. Ich oferty znalazłam oczywiście w Internecie!
  7. Na koniec pozostaje Wam tylko czekać na dzień wyjazdu.
  8. I zapomniałabym, jeżeli jedziecie do państwa, które należy do Unii Europejskiej, to udajcie się do najbliższego oddziału NFZ-u i wyróbcie sobie kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego). W przypadku konieczności wizyty u lekarza lub w szpitalu (czego nikomu nie życzę), leczenie będziecie mieli bez dodatkowych opłat.

I to na tyle

Teraz korzystajcie z moich rad, rezerwujcie i ruszajcie w światJ w podróże bliskie i dalekie.

Kozłówka – coś dla fanów zamkowych przygód (i przy okazji spacer po Kazimierzu Dolnym)

Kozłówka – coś dla fanów zamkowych przygód (i przy okazji spacer po Kazimierzu Dolnym)

Zbliża się weekend, Wy nie chcecie spędzać go w domu, ale nie wiecie gdzie jechać i co ciekawego moglibyście zobaczyć???

Podpowiedź!

Jedźcie zobaczyć należący przed wojną do rodziny Zamoyskich, Pałac w Kozłówce. W jego wnętrzach zachował się autentyczny wystrój z przełomu XIX i XX wieku. Dzięki temu może uda się Wam chociaż na parę godzin poczuć się jak na wizycie u XI ordynata na Zamościu.

Jeżeli zdecydujecie się na wizytę w kozłowieckim pałacu, to radzę kupić karnet (cena 35 zł normalny i 16 zł ulgowy). Dzięki temu będziecie zwiedzali pałac z przewodnikiem (22 zł bilet jednorazowy normalny i 11 zł bilet jednorazowy ulgowy), będziecie mogli wejść również do Galerii Sztuki Socrealizmu (7 zł bilet normalny i 3 zł bilet ulgowy), Powozowni (5 zł bilet normalny i 2 zł bilet ulgowy) oraz zobaczyć wystawę czasową (5 zł bilet normalny i 2 zł bilet ulgowy). My trafiliśmy akurat na wystawę polskiego malarstwa i fotografii pn. „Pejzaż z Wisłą w tle”.

Dodam jeszcze, że w Kozłówce honorują Kartę Dużej Rodziny i karnet dla każdego członka takiej familii kosztuje 10 zł.

Zwiedzanie pałacu zajęło nam około godziny, do tego trzeba doliczyć jeszcze ok. półtorej godziny na pozostałe wystawy i ekspozycje, oraz krótki spacer po parku. Potem jeszcze obowiązkowa kawa i ciacho. W Kozłówce byliśmy więc około 3 godzin.

Po wizycie w Kozłówce koniecznie musicie udać się na spacer do Kazimierza Dolnego. Kamieniczki, charakterystyczna studnia w centrum kazimierskiego Rynku, Kościół farny, wzgórze z trzema nawiązującymi do Golgoty krzyżami z 1708 roku, upamiętniającymi ofiary zarazy morowej i ruiny zamku. Atrakcji Kazimierza Dolnego chyba nikomu nie muszę zachwalać.

Przepiękne, malownicze położenie nad brzegiem Wisły, atmosfera przesiąknięta sztuką, wszędobylskie galerie i kramy z obrazami, rzeźbami i rękodzielnictwem…. Tutaj nikt się nie spieszy. Warto więc usiąść w jednej z kazimierskich kawiarenek i powdychać trochę tę atmosferę spokojnego miasta przesiąkniętego sztuką. Osobiście polecam Wam herbaciarnię Galeria „U Dziwisza” (ul. Krakowska 6). Oprócz pysznej zielonej herbaty (wszyscy wiedzą, że jestem koneserką takowej), panuje tu atmosfera prawdziwie twórczego Kazimierza!

Na wodach Czarnej Hańczy

Na wodach Czarnej Hańczy

Tym razem coś dla miłośników wodnego żywiołu. Jakiś czas temu zadzwonił do mnie mój serdeczny przyjaciel i zapytał czy nie miałabym ochoty na weekendowy wypad na Suwalszczyznę i spływ kajakowy po Czarnej Hańczy.

A że mnie na wyjazdy wszelakie długo nie trzeba namawiać, sprawdziłam swój kalendarz i w piątek, 18 sierpnia ruszyłam na wodną wyprawę.

Jakież było moje zdziwienie gdy po przyjeździe na miejsce zbiórki okazało się, że w spływie bierze udział aż 26 osób (w tym 10 dzieciaków w wieku od 5 do 15 lat). Wszyscy bowiem mieli właśnie wolny weekend i postanowili skorzystać z ostatnich letnich, słonecznych dni (niestety to nie do końca okazało się zgodne z prawdą, ale o tym później).

Aaaaaa … zapomniałam dodać, że do wspólnego kajakowania zaprosiłam moją niezawodną Justynkę. Trochę się opierała twierdząc, że nie da rady, ze spływy kajakowe są nie dla niej i na pewno pochłoną nas wzburzone rzeczne odmęty. Ale moja siła perswazji i zdecydowanie w głosie spowodowały, że Justynka nie miała wyjścia – musiała przystać na propozycję kolejnego szalonego, wspólnego weekendu. Do Maćkowej Rudy (malutka miejscowość koło Augustowa) dotarłyśmy w piątek o 23.00 i trafiłyśmy prosto na ognisko i naszych, już wesołych, współtowarzyszy (nocleg: www.wyspa59.pl).

W sobotę rano mieliśmy zaplanowane śniadanie na trawie u Hobbita (www.hobbit.suwalki.com.pl), potem szybkie pakowanie kajaków na przyczepki, my do samochodów i witaj przygodo! Spływ zaczęliśmy na jeziorze Wigry, niedaleko zabudowań byłego klasztoru kamedułów.

Pierwszego dnia pokonaliśmy 12 km (my z Justyną przepłynęłyśmy zapewne 20 km, a to dlatego, że wytyczałyśmy wśród trzcin nowe trasy). Pogoda była fantastyczna, piękne słońce, ciepła woda, wokół wodne ptactwo…. Czegóż chcieć więcej!!!! Zapomniałam jeszcze dodać, że prawie przy każdym podeście siedziały miejscowe gospodynie, które za niewielkie pieniądze sprzedawały pyszne jagodzianki, szarlotki i własnej roboty nalewki… raj!!!! Wieczorem dla chętnych jeszcze sauna na zmianę z kąpielami w wodach Czarnej Hańczy.

W niedzielę obudził nas deszcz, i tak już zostało…. Dla malkontentów dodam tylko, że było ciepło i przez pierwsze dwie godziny pływanie w drobnej mżawce miało swój urok …. A później liczyłam już tylko na to, że za kolejnym rzecznym zakrętem pojawi się wyczekiwana stanica.

Ale jak smakuje obiad, gdy przemoczony całodniowym deszczem człowiek, weźmie ciepłą kąpiel, przebierze się w suche i ciepłe ubranie…. wrażenia niezapomniane!!!! Naprawdę polecam

Poniedziałek powitał nas znowu wspaniałym słońcem. Przepłynęliśmy kolejnych 10 km, dotarliśmy do Dworczyska. Po pysznym obiedzie, kierowcy zostali przetransportowani do Maćkowej Rudy po samochody, i niestety trzeba było wracać do miejskiej rzeczywistości

Ale powtórka już za rok

Weekendowe kajakowanie wcale nie jest drogie

Jeżeli zachęciłam Was do wyruszenia na kajakowy szlak Czarną Hańczą i będziecie chcieli rzucić się w letni wir wodnej przygody spodziewane szacunkowe koszty (lato 2017 r.) za osobę to:

  1. nocleg na szlaku/doba – 35 zł
  2. kajaki 2-osobowe/doba – 13 zł
  3. kajaki 3-osobowe/doba  – 12 zł
  4. śniadanie/szt. – 25 zł
  5. obiadokolacja/szt. – 35 zł
  6. sauna – 5 zł
  7. transport kajaków i uczestników (początek spływu) – 10 zł
  8. transport bagaży – 5 zł
  9. odbiór kajaków (+kierowców) z Dworczyska do Maćkowej Rudy – 10 zł

I bardzo ważne!!!!

Pamiętajcie żeby wziąć ze sobą zapas gotówki, bo – jak zauważył jeden z uczestników naszego spływu – w Puszczy Augustowskiej zdecydowanie łatwiej znaleźć kwiat paproci niż bankomat.

Karpacz na weekendowy wypad

Karpacz na weekendowy wypad

W tym roku w Karpaczu byłam już po raz drugi …. i moja miłość od pierwszego wejrzenia trwa nadal. Tym razem eksplorować Karpacz wyruszyłam z Justyną i Robertem. Zdecydowaliśmy się na szybki, czterodniowy wypad (piątek przyjazd, poniedziałek wyjazd).

Dla mnie Karpacz to miasteczko „z klimatem”, do którego nie dotarł jeszcze zakopiański tłum. Urokliwe miasteczko, knajpki z miłą obsługą, deptak i oczywiście piękne góry dla niewymagających, w tle.

 

 

W niedzielę pomknęliśmy do Szklarskiej Poręby zdobywać Szrenicę! Po drodze oczywiście obowiązkowa wizyta przy wodospadzie Kamieńczyk, potem prosto w górę i Szrenica wita!!! Ze swoją ciszą, która pozwala podziwiać naprawdę nieziemskie widoki. Można siedzieć, pić herbatkę (dla wybredniejszych niech będzie schłodzone piwko) i patrzeć, patrzeć, patrzeć….. Ze Szrenicy schodziliśmy szlakiem zielonym (uwielbiam ten szlak z wybudowanymi wcale nie tak dawno drewnianymi pomostami) do Schroniska Pod Łabskim Szczytem a potem już tylko w dół … i cały dzień minął nam na podziwianiu widoków, rozmowach i grze w „Czarne Historie” – polecam!!!

W poniedziałek szybkie pakowanie i powrót. Ale żeby nie było zbyt łatwo i szybko, postanowiliśmy jeszcze zobaczyć na własne oczy jak dziś wygląda Zamek Książ. Robert i ja nie byliśmy tu nigdy, natomiast Justynka była w Książu jeszcze ze swoimi rodzicami w głębokich latach 80-tych. I dla niej to był taki swoisty powrót do przeszłości, który wcale nie zawiódł!!! Na nas, zwykłych podróżnikach, Książ zrobił ogromne wrażenie. Zamek zwiedziliśmy z przesympatyczną panią przewodnik, która jak z kapelusza wyciągała ciekawostki z życia zamku i potrafiła nie zanudzić grupy na śmierć;), potem jeszcze pyszny obiadek w Restauracji przy Oślej Bramie i już.

A góry są piękne.

My, w sobotę „zaliczyliśmy” Śnieżkę. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy wchodzić na szczyt na pieszo, a postoimy w długaśnej kolejce (staliśmy godzinkę), wjedziemy na Kopę krzesełkiem (niepowtarzalna okazja do wjechania po raz ostatni zabytkową, jednoosobową, krzesełkową koleją, która pamięta lata 50-te. Z tego co widzieliśmy z góry, to rozpoczęła się budowa zupełnie nowego wyciągu i za rok na Kopę pomkniemy ultranowoczesną i ultraszybką kolejka czteroosobowa). A szkoda bo ta, która jest ma w sobie urok lat minionych – pewnie inaczej patrzą na to narciarze;).

Przed zdobyciem Śnieżki obowiązkowa jest wizyta w Domu Śląskim. Nie ma to jak herbatka (najlepiej z małym ”kopem”) pita w pełnym słońcu na ławach poustawianych przed schroniskiem. Jak mówi klasyk „aż chce się ż”;). Potem mała wspinaczka i jesteśmy na Śnieżce…. widoki…. bezcenne.

Potem przyjemna, niebieska trasa do kultowej Samotni, ze Strzechą Akademicką po drodze i długaśny powrót do Karpacza. W Samotni zatrzymaliśmy się na dłużej i zjedliśmy pyszny obiad. Ja nie mogłam sobie odmówić pierogów ruskich, te uwielbiam zawsze i niezmiennie od lat. Na każdej wyprawie muszę zjeść ruskie. Te w Samotni może nie należały do najwybitniejszych zjedzonych w moim życiu, ale świeże powietrze, góry, widoki i atmosfera schroniska zrobiły resztę …. Było pysznie!

 

Wrażenia po wyjeździe???

Polecam wszystkim tym, którzy chcą złapać chwilę oddechu od codzienności. Pakujcie walizkę, rezerwujcie pokój i jedzcie do Karpacza. Tu na nudę nie ma czasu! I warunek konieczny!!! Pojedźcie ze sprawdzonymi przyjaciółmi – przygoda i dobra zabawa gwarantowane!!!

Aaaa i jeszcze zapomniałam dodać, że w Karpaczu trafiliśmy na coroczny zjazd fanów Harleya Dawidssona… tylu motorów w jednym mieście i tylu fanów motocykli nie widziałam!!! I nie zdawałam sobie sprawy, że motor to nie tylko przyjemna jazda ale cała subkultura. Motocykle i cały osprzęt do nich, motocykliście i ich tatuaże, ubrania, akcesoria!!! To się może podobać!!! Był ryk silników, była głośna muzyka, był fun.

Fatima

Fatima

Jeżeli jesteście w Portugalii to koniecznie musicie jechać do Fatimy. Tysiące ludzi, którzy przyjeżdzają tu każdego dnia nie mogą się mylić.
Surowa, ale piękna w swojej prostocie Kaplica Trójcy Przenajświętszej, Kaplica Objawień, Bazylika Matki Boskiej Różańcowej – koniecznie trzeba zobaczyć i się pomodlić!
Tylko pamiętajcie, rozsądnie wybierajcie swoje prośby skierowane do Boga! Bo Bóg wysłucha i spełni!!

Share This